Rekord Europy The Longest Lake Swim

16 lipca, 2019

Wpław po Rekord

Czyli atak na rekord w pływaniu długodystansowym na wodzie stojącej.

Pełna dokumentacja (język angielski) wraz z oficjalnym zatwierdzeniem projektu przez Marathon Swimmers Federation dostępna pod linkiem:
https://marathonswimmers.org/swims/2019/gajewski-masurian-lake-district/

Poniżej zamieszczam swój własny opis tej przeprawy znajdujący się w oryginale na Fanpage’u Krzysztof Gajewski.
Jedyne co chciałbym dodać to, że z uwagi na okoliczności w jakich się znajdujemy w 2020 roku kolejne podejście przekładamy na 2021 rok.

Wpław po Rekord

Pełna relacja Bez Piany [Część 1/3]

Kilka dni wahałem się czy upubliczniać niektóre aspekty “Wpław po Rekord” Ale jak pływamy bez piany, to relacja też taka być musi.
– – – – – – – – – – – – – –
Podczas planowania projektu chcieliśmy pobić obecny rekord świata w pływaniu długodystansowym wynoszący obecnie 168 kilometrów. Około 2 tygodnie przed startem dotarło do nas, że warunki pogodowe (zwłaszcza temp. wody) będą na tyle złe, że przepłynięcie 170 kilometrów będzie przy tej próbie nieosiągalne.
Mieliśmy 2 możliwości:
Przekładamy projekt na przyszły sezon
Podejmujemy wyzwanie jakie postawiła przed nami pogoda i walczymy.
Wybraliśmy wariant drugi.
Nie po to mówimy, że pływamy bez piany żeby teraz się wycofywać.
– – – – – – – – – – – – – –
Wystartowaliśmy kilkanaście minut po 14stej w poniedziałek.
Pierwsze kilka godzin w wodzie potrzebowałem na uświadomienie sobie jak wiele wysiłku i trudu jeszcze przede mną. Przytłaczała mnie świadomość tego, że pomimo 18°C wody muszę wykonać choćby plan minimum jaki założyliśmy i dopłynąć do Śniardwy.
Niepowtarzalna atmosfera w Giżycko i na kanale Łuczańskim (~23:00, czyli po 9 godzinach w wodzie) spowodowała, że wszystko w głowie zaskoczyło jak powinno i skupiłem się w 100% na pływaniu. (wreszcie)
Pierwszą noc wytrzymałem całkiem dobrze i pełen nadziei na odrobinę ciepła wyczekiwałem wtorkowego słońca. Niestety ono się nie pojawiało i zaczynałem się mentalnie przygotowywać na walkę z hipotermią. Jako pływak lodowy powinienem być na to gotowym.
Powinienem, ale nigdy, nawet pływając zimą nie doprowadziłem organizmu do takiego stanu. Jedno to wytrzymać pół godziny w wodzie mającej kilka stopni, a drugie to przez wiele godzin powoli i świadomie wchodzić w stan poważnego wychłodzenia organizmu.
A wracając do tematu…
We wtorek koło południa dotarła do mnie informacja, że Michał zrezygnował Wiedziałem, że mój zegar też tyka i hipotermia prędzej czy później też u mnie się pojawi.
Godzinę później wpłynąłem na jezioro Tałty, na którym temperatura wody jeszcze się obniżyła względem kanałów w których płynąłem wcześniej.
Tutaj zaczęła się „moja walka”. Pojawiły się dreszcze z zimna, zaczęły mi drętwieć palce. Cel w głowie miałem tylko jeden – dopłynąć do Mikołajek
.
Po kolejnych kilku godzinach dotarliśmy do Mikołajek. Pomimo, zmęczenia i chłodu poczułem ulgę. Do Śniardwy już tylko kawałek. Nastał czas żeby pokazać na co mnie stać.
Wypływając na Śniardwy do wcześniejszych objawów dołączyły poważne omamy wzrokowe i ból narządów wewnętrznych.
Początkowo rozmywała mi się linia brzegowa i co jakiś czas pojawiały się w wodzie „czarne plamy”.
Choć byłem w pełni świadomy i komunikowałem się z załogą w sposób składny i logiczny wychłodzenie postępowało dalej.
Omamy zaczęły być coraz bardziej wyraźne i co było dla mnie bardzo zaskakujące powtarzały się pomimo świadomości ich absurdów.
Dwa proste przykłady:
Na burcie kajaku asekurującego znajdował się wzór składający się z trzech równoległych czarnych pasków, które zaginały się w połowie długości kajaka. “W pewnym momencie byłem pewny, że kajak jest złamany w połowie. Staję i pytam się: „Co się stało?” Gdy osoba na kajaku okazała pełne zdziwienie dotarło do mnie, że to ja mam zwidy.
Podobnie sytuacja wyglądała z silnikiem zaburtowym łodzi asekurującej. Byłem pewien, że człowiek wypadł za burtę. Wizja ta towarzyszyła mi do końca za każdym razem kiedy patrzyłem na ten silnik
– – – – – – – – – – – – – –
Walczymy dalej Jeszcze na 76 kilometrze (na środku J. Śniardwy) byłem pewien, że szybciej lub wolniej, ale jednak dopłyniemy przynajmniej do 85 kilometra.
[Część 1/3]
Projekt pod patronatem:

Burmistrz Miasta Giżycko

BurmistrzIwaszkiewicz.pl
Wody Polskie

Sponsorzy i Partnerzy:

TYR Polska, Electrolux, Triathlon Club Wrocław, GMROADS, Modus Centrum Rehabilitacji , Agisko Polska , POWERGYM POLSKA , BlueApart Wynajem Apartamentów , MBoat, Biuro Kadr Medycznych, Warsaw Masters Team, SwimmingLab – kursy pływania dla dorosłych, Miasto Mikołajki, 100swimmers100pools

Wpław po Rekord
Pełna relacja Bez Piany [Część 2/3]
Jeszcze na 76 kilometrze byłem pewien, że szybciej lub wolniej, ale jednak dopłynę przynajmniej do 85 kilometra.
Punkt orientacyjny, na który się nawigowaliśmy to Suchy Róg, wydawał się być naprawdę blisko. Z jednej strony padał zimny deszcz, wiało i było już ciemno, ale z drugiej strony fala nam sprzyjała. Generalnie wydaje się, że nie ma co narzekać. Problem był w tym, że Suchy Róg wcale nie zbliżał się tak jak powinien.
Choć pływałem już 2 krotnie na Śniardwy to dopiero teraz zrozumiałem czemu to jezioro zdobyło swoją sławę. Potrafi wiać w jedną, falować w drugą, a prąd niesie w trzecią stronę. Przyjąłem więc taktykę: płynę na maxa, zobaczymy jak to się skończy, przynajmniej może się dogrzeję. Nowa taktyka przynosiła sukces. Powoli, ale jednak Suchy Róg się zbliżał i nawet wydawało mi się, że jest trochę cieplej. W moim odczuciu było ze mną coraz lepiej, ale jak się potem dowiedziałem dr n. med. Michał Starosolski nie wróżył już mi świetlanej przyszłości.
– – – – – – – – – – –
Niecałe dwa kilometry dalej musiałem mu przyznać rację. W pewnym momencie nagle i całkowicie niespodziewanie przestało być mi zimno, przestałem mieć dreszcze i nawet wszystko przestało mnie boleć. W ciągu kilku metrów poczułem jak poziom energii spada mi do zera. Podzieliłem się tą informacją z załogą. Po krótkiej rozmowie zapadła decyzja, że jak najszybciej dobijamy do lądu i w pierwszym możliwym miejscu i kończymy przeprawę.
Mieliśmy w tym momencie do brzegu 200, no może 400 metrów. I w tej sytuacji będąc tak blisko celu byłem gotowy natychmiast wyjść na łódź. Nie dla tego, że nie byłem w stanie dopłynąć, ale dla tego że pojawił się u mnie wielki atak agresji i frustracji. W tej chwili tylko dzięki usilnym staraniom całej załogi dopłynąłem do brzegu. Byłem wtedy gotów zaprzepaścić ponad 32 godziny wysiłku tylko dlatego, żeby nie przebywać w wodzie dodatkowych 5 minut. Gdyby choć jedna osoba powiedziała “wsiadaj na łódź” to zrobiłbym to bez chwili zawahania
Na szczęście, takie słowa nie padły i dotarłem o własnych siłach do brzegu. Obawiałem się czy w takim stanie stanę na lądzie o własnych siłach (jest to wymóg federacji). Pierwsze kilka kroków w płytkiej w wodzie było wykonać bardzo ciężko, kolejne już poszły o wiele łatwiej i o godzinie 22:04 po pokonaniu 78,7 kilometrów stanąłem o własnych siłach na lądzie kończąc projekt.
Pewnie powinienem być w tej chwili szczęśliwy, ale wtedy dominowało zmęczenie i szok, że to już koniec. Jedyne co w tej chwili mnie interesowało to wizja, że pod pokładem łodzi jest ciepło. Kilka minut potrzebnych na załadowanie mnie na łódź ratowniczą i przetransportowanie na houseboat’a było dla mnie wielkim szokiem. “Jak to, nie jestem już w wodzie, a jest mi coraz bardziej zimno.
Prawdziwa jazda rozpoczęła się kiedy znalazłem się pod ciepłymi kocami. Powróciły drgawki i zaczęły łapać mnie liczne skurcze. Ból zmęczonych mięśni powrócił nagle ze zdwojoną siłą. Wegetowałem w tym stanie przez dłuższy czas, aż wreszcie zasnąłem ze zmęczenia. Po kilku minutach snu obudziłem się zaskoczony, że dreszcze ustały, pozostał tylko ból mięśni.
– – – – – – – – – – –
Po jakimś czasie z pomocą kilku osób udało mi się nawet usiąść na koji. Wtedy dopiero do mnie dotarło, że wreszcie po 5 latach pływania i wielu ekstremalnych wyzwań elementem, który zadecydował o przerwaniu próby nie była moja psychika, a doprowadzenie organizmu do granic możliwości. Po każdym z poprzednich wyzwań gdzieś z tyłu głowy pojawiała się myśl, że mogłem dać z siebie więcej. Tym razem było inaczej. Dałem z siebie wszystko. Koniec z filozofowaniem i zastanawianiem się co by było gdybym płynął dalej. Jestem pewien, że choćby jeden dodatkowy kilometr dzisiaj w wodzie był już poza moim zasięgiem.
Powoli zaczynałem orientować się w sytuacji na pokładzie łodzi. Zszokował mnie fakt, że cała załoga wygląda niewiele lepiej ode mnie. Oni też praktycznie cały czas nie spali i dodatkowo mieli na sobie masę różnych zadań. Ja pod tym względem miałem od nich łatwiej, bo musiałem tylko płynąć.

Pragnę tutaj podziękować najlepszej załodze z jaką miałem okazję współpracować w składzie:

Agnieszka Chudewniak, Leszek Naziemiec, Tomasz Madej, Wojciech Chudewniak, Daniel Gajewski,  Michał Starosolski, Mariusz Lebioda , Kuba Nowakowski, Janek Kukier, Adam Hnatyszyn, Kordian Grzybek i Rafał Sieradzki
Wszyscy odwaliliśmy kawał dobrej roboty.
Wpław po Rekord
Pełna relacja Bez Piany [Część 3/3]
Było już kilka słów o tym jak było, teraz przyszła pora na refleksje i wnioski.
Mamy marzenia i o nie walczymy. Realizujemy projekty naprawdę ambitne:
Korona Jezior Polski 127km,
Zimowa Sztafeta Gdynia to Hel 18,5km
Wpław po Rekord. 78,7km
Po każdy z nich staramy się wszystko przeanalizować i podsumować
Tak też robimy tym razem w tym wpisie. Jak już wcześniej wspomniałem upubliczniamy te informacje, żeby wszyscy pływacy mogli z nich skorzystać. W razie dodatkowych pytań służę pomocą.
– – – – – – – – – – – – – –
ODŻYWIANIE:
Długo szukałem magicznego sposobu jak odżywiać się w trakcie pływania długodystansowego. Testowałem przeróżne magiczne rozwiązania: świeżo wyciskane soki, ręcznie robione napoje izotoniczne, domowe ciasteczka. Używałem również produkty kilku producentów suplementów. Nie ukrywam, że te ostatnie w wielu sytuacjach całkiem nieźle się sprawdzały. Całkiem nieźle jednak nie wystarcza, gdy każdy drobiazg ma znaczenie.

Kilka miesięcy temu zacząłem współpracować z Mateusz Hemka z Agisko Polska

. Był to dla mnie świetny bodziec do zgłębienia tematu suplementacji trochę głębiej niż przeczytanie kilku artykułów w internecie. Tym co najbardziej mnie zaciekawiło w to fragment opisu żeli #Agisko:

“Jako jedyny żel energetyczny na rynku swoje działanie opiera na dwóch szlakach energetycznych węglowodanach oraz tłuszczach MCT”
CO Żele z tłuszczami
To jednak działa W moim odczuciu: nie obciąża żołądka, niweluje efekt skoków energetycznych w trakcie wysiłku dostarcza naprawdę dużo kalorii. Przez ponad 30 godzin pływania zjadłem ~50-60 żeli Agisko i czułem się po nich świetnie
Były one głównym źródłem energii w trakcie płynięcia. Do tego doszły napoje izotoniczne, 3-4 batony energetyczne i 2-3 naleśniki
– – – – – – – – – – – – – –
TRACK

Skorzystaliśmy tutaj z Spot (satelitarny) GEN 3 pożyczonego od Ocean’s Seven – Korona Oceanów – Polish Ogrodnik Team. Rozwiązanie genialne. Łatwe w obsłudze, niezawodne i ze świetnym wsparciem technicznym (musieliśmy szybko usunąć kilka błędnych pomiarów naszej lokalizacji i wsparcie techniczne track.rs – działa doskonale) Nic dodać nic ująć tylko korzystać.

– – – – – – – – – – – – – –
ASEKURACJA
Kajak&Kajakarz
Tym co najlepiej się sprawdza bezpośrednio przy pływaku to kajak. Kajakarz jest z punktu widzenia pływaka osobą najważniejszą. Decyduje o kierunku płynięcia, kontakcie pływak – resztą załogi i wielu innych istotnych kwestiach. Pełne zaufanie na linii pływak – kajakarz stanowi kluczową kwestię przy powodzeniu projektów pływackich. Pozwala się ono skupić pływakowi w 100% na zadaniu.
Łódź uprzywilejowana. 10/10

Dr n. med Michał Starosolski z Biuro Kadr Medycznych wraz z Ratownikami. Zrobił naprawdę świetną robotę.

Wsparcie Komenda Wojewódzka Policji w Olsztynie okazało się bezcenne. Pływanie wpław po Mazurach w ciągu dnia wiąże się z uczestnictwem w ruchu żeglugowym. Nie wyobrażam sobie tego projektu bez wsparcia policji. Policja naprawdę nie jest wrogiem pływaków, mam nadzieję, że ten projekt będzie początkiem zmiany podejścia w naszym środowisku w tej kwestii

– – – – – – – – – – – – – –
SEN i OKRES PRZED STARTEM
Tym co myśleliśmy, że odegra kluczową rolę to walka z brakiem snu Przez ostatnie kilka dni przed startem podjęliśmy decyzję, że odcinam się w 100% od telefonu i internetu. Pierwszy raz miałem szansę zrobić to w ten sposób przed startem i polecam to rozwiązanie każdemu. Efekty są na prawdę spore.
– – – – – – – – – – – – – –
SYTUACJE LOSOWE
Im większa organizacja i poważniejszy projekt tym więcej nieprzewidzianych rzeczy może się wydarzyć.:
LIVEstream – po pierwszych kilku godzinach statyw na którym znajdowała się elektronika, z której nadawaliśmy na żywo odmówił współpracy. Załoga usłyszała tylko plum i stream się urwał
Termin Startu – byliśmy tutaj dość mocno ograniczeni. Wyciągamy z tego wnioski i w przyszłym roku robimy kilka okien startowych tak, żeby płynąć w najlepszych możliwych warunkach.
Pogoda, zwłaszcza na Śniardwy (o tym już pisaliśmy)
– – – – – – – – – – – – – –
Na koniec kilka odpowiedzi na pozostałe pytania, które się pojawiły:
Skurcze – nie, praktycznie nie występowały przez cały dystans. Mam wrażenie, że jest to zasługa:
– dobrego przygotowania fizycznego
– opiece fizjoterapeutycznej w Modus Centrum Rehabilitacji
Oświetlenie w nocy – prawidłowe oświetlenie łodzi, światło chemiczne kajaka i przy czepku pływaka. Ja osobiście preferuję, żeby bezpośrednio przy pływaku nie używać żadnego dodatkowego oświetlenia (zwłaszcza oświetlenie szperaczem pływaka). Dzięki temu wzrok przyzwyczaja się do półmroku i pływak widzi wszystko pod wodą (~1metr)
Obserwatorzy i zgłoszenie płynięcia do federacji. – TAK, TAK i jeszcze raz TAK. Trochę jest z tym pracy, ale klarowność, przejrzystość i ratyfikacja jest tego warta.
– – – – – – – – – – – – – –
Podsumowując:
Czy po tego rocznym doświadczeniu uważam, że 170 kilometrów jest w moim zasięgu
TAK
Wyciągamy wnioski, przygotowujemy się jeszcze lepiej, robimy wszystko tak, żeby nie było ryzyka płynięcia w tak zimnej wodzie jak w tym roku.
Do poprzednich podziękowań chcielibyśmy jeszcze dodać podziękowania dla:
Joanna Hadzicka i Krzysztof Hadzicki za pełne w tak wielu kwestiach, że aż ciężko było by to wyliczyć
Michał Jeka gratulacje. Wiem jak kochasz zimną wodą W tych warunkach 51 kilometrów to jakiś kosmos. Oraz załodze Michała:
Hania Bakuniak, Bartek Okopiński, Mateusz Jeka, Mateusz Pyś, Kacper Wieciech, Miłosz Kutnik. Wasze przygody są godne opowieści, jestem pełen podziwu, że ze wszystkimi przeciwnościami sobie poradziliście.

Home
Nasze projekty

Powiązane wpisy